Bagna wciągają. Bezapelacyjnie i zwykle na zawsze. Nad Biebrzą i Narwią, bardziej niż krajobraz i atmosfera wciagnąć może jeszcze tylko fotografowanie ptaków.
Ale tu sprawa jest jasna: to po prostu wieczny hazard. Zbliżą się, dzikie przecież, stworzenia do naszej czatowni, czy nie? Poczekać na nie jeszcze parę minut, skoro czekało się już kilka godzin, czy może dać spokój?
A jeżeli jednak się zjawią?
Fotografowanie przyrody, a już szczególnie czatowanie na ptaki, na światło, na odpowiedni kadr, staje się nieuleczalnym nałogiem, podobnie jak potrzeba ciągłego kontaktu z bagiennym pejzażem, który jest nierozerwalnie związany z czajkami, rycykami, batalionami i całym tym pozostałym pierzasto-wodnym towarzystwem.
O Włodzimierzu Puchalskim w tym miejscu nawet nie wspomnę, ale przecież my wszyscy, fotografowie przyrody, począwszy od Tomka Kłosowskiego, którego tu cytuję, padamy ofiarą tego nałogu bez reszty.

O tym, że powstały prezentowane tutaj fotografie, zadecydowały więc emocje. Niejako w ich cieniu kiełkuje myśl, aby pokazać - to ważne! - przyjaciołom i rodzinie, że mamy jeszcze nieomal pierwotne krajobrazy i wiele gatunków ptaków, na tyle egzotycznych dla zwykłego śmiertelnika, że ich istnienia mało kto, poza specjalistami, się domyśla.
A były jeszcze niedawno czasy, kiedy nad naszymi dolinami rzek wisiało widmo melioracyjnej zagłady. Świat, który ukazuję ja i wielu fotografów przyrody, przestał by w naszym kraju istnieć.

Wszystko oczywiście się zmienia, ale jedyny w swoim rodzaju klimat naturalności i dzikości, jaki tworzą bezkresne mokradła, ciągle tam pozostał i nadal fascynuje.To czy udało mi się choć trochę przybliżyć ten świat i jego mieszkańców, Goście tej strony ocenią już sami...

Niejako "przy okazji" prezentuję zdjęcia z innych obszarów moich fotograficznych zainteresowań, którym poświęcam czas poza biebrzańsko-ptasim sezonem.

Zapraszam 


                                                                                                                      Franciszek Chmielecki